UŚMIECH MADONNY

MARIANNA MŁODOŻENIAK  - I miejsce w kategorii: proza

Szkoła Podstawowa nr 73 im. Generała Władysława Andersa

 

DOLNOŚLĄSKI KONKURS LITERACKI przeprowadzonego w ramach projektu  WĘDRÓWKI SZLAKIEM WARTOŚCI

w oparciu o myśl przewodnią:

 Rodzinę łączą wspólnie spędzone chwile. „Rodzinom powierzone jest zadanie walki przede wszystkim o to, ażeby wyzwolić siły dobra (…)” (JPII)

Organizator konkursu: Fundacja ,,Pax et bonum" Wrocław

 

Patronat honorowy:

Marszałek Województwa Dolnośląskiego

Wojewoda Dolnośląski

Prezydent Miasta Wrocławia

Ksiądz Arcybiskup Metropolita Wrocławski

UŚMIECH MADONNY

 

     Dawno, dawno temu... bo przed sześciuset laty, pomiędzy Wrocławiem a małą wówczas wioską Muchobór rozciągał się wielki, ciemny bór, który skrywał swe tajemnice. Okoliczni mieszkańcy po zmroku bali się zapuszczać w przepastne knieje, najstarsi ludzie opowiadali o groźnych bagnach ciągnących się wzdłuż Ślęzy. Jeszcze inni snuli opowieści o złej czarownicy, która mieszka w chacie nad rzeką.        

         Opowieści te przypomniał sobie wędrujący leśną ścieżką Szymon. Lękliwie rozglądał się wokół,             z niepokojem wsłuchiwał w każdy szelest. Szedł szybko, zapadał bowiem zmierzch, a on miał do pokonania jeszcze kilka kilometrów. ,,Cóż – myślał – może mi zrobić czarownica, przecież i tak nie spotka mnie już większe nieszczęście. Straciłem wszystko, przez jedno nierozważne uderzenie dłutem”. Oczy chłopaka wypełniły się łzami, starł je szybko rękawem kaftana. Jeszcze wczoraj był uczniem rzeźbiarza Hansa Olmutzera, a dziś - wyrzucony przez mistrza, bez grosza przy duszy - wracał do miasta. A tak lubił swą pracę przy budowie muchoborskiego kościółka. ,,Jakie licho mnie pokusiło, by próbować rzeźbić przy ołtarzu” – Szymon nie mógł zrozumieć swego postępowania. ,,Co powiedzą moi rodzice? Tak liczyli na mój zarobek". Przypomniał sobie matkę, która każdego dnia żegnała go przed wyjściem. Jej uśmiech i słowa: ,,Pamiętaj, Szymku, pracuj i żyj dobrze..." A ojciec... dla niego najważniejsze były wspólne chwile spędzone w przydomowym ogródku... zawsze tak uważnie słuchał syna, miał mądre słowo. Może i teraz poradzi?   

        Chłopak przypomniał sobie, jak trzy lata wcześniej 8 listopada 1474 roku przemierzał tę samą drogę, by na własne oczy zobaczyć trzech monarchów, którzy spotkali się we wsi Muchobór. Król Polski – Kazimierz Jagielończyk, jego syn król Czech - Władysław oraz węgierski władca Maciej Korwin przybyli, by podpisać zawieszenie broni. A on zaczął rysować królów. Wówczas jego talent dostrzegł mistrz Hans       i dał mu szansę, szansę którą teraz zmarnował.

       Zamyślony Szymon nie zauważył, że zboczył z traktu. Zagłębiał się w knieje, jego nogi zaczęły grzęznąć w błocie. Nagle chłopak usłyszał cichy płacz. Stanął zdziwiony. Płacz nasilił się. Szymon odchylił gałęzie i pośrodku wielkiego bagniska zobaczył czarną chatę, z której dobiegał zasłyszany przez niego dźwięk. Ostrożnie, skacząc po kępach trawy, zbliżył się do okna. Przez brudną szybę ujrzał siedzącą na środku izby dziewczynkę. Koło małej kręcił się kot, próbując ją uspokoić. ,,Już gdzieś widziałem tego kota” – pomyślał Szymon. ,,A, prawda! Gdy szedłem po lipowe drewno na ołtarz… na pewno był to ten sam zwierzak, który wpadł we wnyki” – przypomniał sobie. Chłopak ostrożnie otworzył drzwi. Dziewczynka przestała płakać.

- Nie wchodź – wyszeptała cichym głosikiem – ona zaraz wróci.

- Kto? – zapytał Szymon.

- Czarownica. Zobaczysz, ciebie też zamknie. Ona jest … - mała nie dokończyła, bo nagle rozległ się szum.

Szymon nie wierzył własnym oczom. Do izby, na miotle, wleciała przedziwna kobieta. Sam jej straszny wygląd spowodował, że chłopak odwrócił się i chciał uciekać. Nagle potknął się … o kota, który miauknął    i rzekł:

- Chodź za mną. Ukryję cię.

Przerażony Szymon spełnił jego prośbę.

- Nie bój się. Pamiętasz, tam w lesie pomogłeś mi, teraz ja ci się odwdzięczę. Jestem Baltazar – i zwierzak podał chłopcu łapę. – Dziwisz się, że mnie rozumiesz. Jako kot czarownicy umiem mówić. Zaraz wyprowadzę cię na drogę.

- Zaczekaj, nie mogę zostawić tej małej. Kto to jest?

- Zośka. Jakiś czas temu moja pani porwała ją, by wyuczyć czarów i zrobić z niej swą następczynię. Dziewczynka jednak nie może zapomnieć o mamie, mimo że u czarownicy ma wszystko, nie brakuje jej nawet ptasiego mleka. Zostaw ją i uciekaj.

- Nie mogę. Znam jej rodziców, oni wciąż rozpaczają, wciąż jej szukają,  przyszli prosić księdza proboszcza o wsparcie, ale i on jest bezsilny. Baltazarze, musisz mi pomóc.

Kot podrapał się po szarym łebku, a jego dziwne, niebieskie oczy zalśniły. Szymon nigdy nie widział, by kot miał tak błękitne oczy.

- Dobrze – powiedział – ale oddasz mi to, co masz w kieszeni.

Zdziwiony Szymon wydobył z kieszeni brakujący fragment rzeźby, przez który mistrz Hans wyrzucił go      z pracy. ,,Hura, teraz będę mógł wrócić” – pomyślał i uszczęśliwiony chciał biec do Muchoboru. Oczy kota zabłyszczały. Szymon przypomniał sobie Zośkę, a przede wszystkim słowa matki: ,,Pamiętaj, Szymku, pracuj i żyj dobrze..."   Nie zastanawiając się położył przed kotem wyrzeźbioną część figury.

- Proszę, tylko mi pomóż.

     Kot ukrył chłopaka w szopie, a sam wrócił do chaty. Czarownica krzątała się po kuchni warząc jakieś zioła. Na wszelkie sposoby próbowała zachęcić Zofię, by przyłączyła się do pacy. Dziewczynka jednak nie chciała. Wtuliła główkę w futro Baltazara i zasnęła. Tymczasem wiedźmie do naparu zabrakło księżycowej babki. Marudząc wyszła z chaty, by narwać ziół. Kot tylko na to czekał. Obudził dziewczynkę i szybko zaprowadził ją do Szymona. Chłopak wziął małą na ręce i zaczęli uciekać. Baltazar wskazywał im drogę. Byli już prawie we wsi gdy usłyszeli świst. To nadlatywała czarownica.

- Nigdy mi nie uciekniecie! Nie pozwolę na to!!! – jej złowrogi krzyk niósł się w nocnej ciszy.

Szymon biegł coraz wolniej, nie miał już siły… Nagle Zosia wyszeptała:

- Piękna, uśmiechnięta Pani, pomóż nam. Widzisz Szymku, widzisz…

Jak przez mgłę Szymon zobaczył niewyraźną kobiecą postać, która zakryła ich chmurą. Chłopakowi wróciły siły, dobiegł do obrzeży Muchoboru.

    Nazajutrz cała wieś świętowała powrót Zosi do domu. Radość rodziców dziewczynki była wielka. Jako ludzie zamożni chcieli obdarować Szymona złotem, ten jednak niczego nie przyjął. Postanowił ponownie wyruszyć w drogę do Wrocławia. Długo ściskała go Zośka i na pożegnanie dała mu – ku jego wielkiemu zdziwieniu  – brakujący fragment figury.

- Baltazar mi to oddał, to był dobry kot – powiedziała.

 Szczęśliwy Szymon pobiegł do mistrza Hansa. Temu już dawno minęła złość na utalentowanego ucznia       i  żałował, że chłopaka wyrzucił. Wspólnie zaczęli pracować nad ukończeniem ołtarza.

      Rok później w małym kościółku na Muchoborze zebrali się wszyscy parafianie. Rodzice Szymona          z dumą patrzyli na syna. Zosia również siedziała w pierwszej ławce i ukradkiem machała do poważnego Szymka, stojącego obok mistrza. Ksiądz proboszcz odsłonił rzeźbę Madonny. Jakież było zdziwienie samego mistrza, gdy zobaczył, że jego Madonna się uśmiecha. Szymon spuścił głowę – czyżby to jego dziełem był ten uśmiech? Nagle dziecięcy głosik wyszeptał:

- To ta Pani, to Ona nas uratowała.

     Od tej chwili - po dzień dzisiejszy -  Madonna Muchoborska nosi dwa wezwania: Matki Bożej Pocieszenia i częściej – Matki Bożej Dobrego Uśmiechu. A nad murami kościoła unoszą się słowa:

                           ,,Złota Madonna Łaskawa, Matka dobrego uśmiechu,

                           Czuwa na krańcach Wrocławia od wieków…” *                                        

Bo każde dobro – nie tylko w baśniach – jest nagrodzone.

     A co z Szymonem … został słynnym rzeźbiarzem, w odpowiednim czasie ożenił się z Zosią i żyli długo     i szczęśliwie. Chłopak, mimo nawału pracy, zawsze znajdował czas dla swoich najbliższych, bo wiedział, że czasu spędzonego z rodziną nie zastąpią mu żadne pieniądze ani zaszczyty. Pamiętał, czego uczyła go matka,  że dzięki siłom dobra można osiągnąć wszystko. I te wartości przekaże swoim dzieciom...

        A niektórzy mieszkańcy Muchoboru opowiadali, że pociechy Zofii i Szymona miały kotka o ślicznych, błękitnych oczach… każdy przecież potrzebuje kochającej rodziny.

*fragment modlitwy do Matki Bożej Muchoborskiej, odmawianej w kościele p.w. Św. Michała Archanioła na Muchoborze Wielkim